Jeden z lepszych hoteli

Chciałbym opisać moją przygodę.

Wraz z żoną i dwiema córeczkami, a także dwoma nieodłącznymi maltańczykami, postanowiliśmy wyjechać poza miasto. Zgiełk, szum, hałas i spaliny zaczęły nam doskwierać. Postanowiliśmy więc na parę dni zmienić klimat.

Okazja nadarzyła się przed ostatnimi świętami. Szukając czegoś ciekawego w internecie napotkałem dziwnie brzmiącą nazwę „Teodorka”, a właściwie „TeoDorka” w Ciechocinku. Już sama nazwa i jej pisownia przykuły moją uwagę. Do tego Ciechocinek – miasto kojarzone raczej z geriatrią, ale różne opinie i informacje znalezione także w internecie (jak tu bez niego żyć) zainspirowały nas do podjęcia ryzyka: wyjazd do Ciechocinka … do „TeoDorki” – cóż, najwyżej będziemy żałować kilkuset złotych i zmarnowanych nadziei na miłe spędzenie czasu. Ale w ofercie zapewniają, że przyjmują małe zwierzątka (i tu moja wrodzona ciekawość uruchomiła równie wrodzoną, czasem wybujałą, wyobraźnię – jak małe to zwierzątka: mrówki, ślimaczki, białe myszki … i do jak dużych … tutaj już raczej nie ogarniałem robaków). I to przeważyło. Jedziemy.

Autostradą około dwóch godzin – i już jeden plus. Od zjazdu z A1 do „TeoDorki” jest – z pomiarem na liczniku – sześć kilometrów. A więc wow !

W Ciechocinku byłem raz w dzieciństwie ze szkolną wycieczką – moja żona i dzieci nigdy. Więc tak naprawdę wszyscy odkrywaliśmy uzdrowisko. Przejażdżka przez miasto, troszkę o tej porze roku smutnawe. Ale czyste. Tak przynajmniej wyglądało w świetle ładnych ulicznych latarni. Dzięki nieodzownemu Yanosikowi, jeśli kto ma, to wie o czym piszę, a więc żadna kryptoreklama, bezbłędnie dotarliśmy na miejsce. Wydawało nam się, że to gdzieś poza miastem, ale nie – jest w granicach. I tu kolejne wow !

hotel

Pięknie oświetlony obiekt widoczny z daleka witał nas fikuśnymi lampkami. Dziewczynki zgodnie określiły: jak w bajce. A Figo i Fago dziarsko zadzierając nóżki przy drzewkach na trawniku uznały, że „może być”. I trochę były zdziwione, że to one a nie my zostały najpierw przywitane … przez parkę cudownych Yorków – Antosię i Teodorka … zaraz zaraz – coś mi to przypomina. Zerknąłem na szyld nad wejściem do hotelu …no tak, wszystko jasne. Okazało się na popłudniowo-wieczornym spacerku z piesiami była  właścicielka ich i obiektu. I szybko nawiązała się nić porozumienia – wszak posiadacze psów zawsze mają ze sobą coś do powiedzenia.

Trafiliśmy do przestronnego pokoju na piętrze – apartament rodzinny, z wygodnymi łóżkami, sporą i funkcjonalną łazienką, z wyjściem na balkon.    Już nam było dobrze. Gdy nieco po ponad godzinie zjechaliśmy windą do restauracji zastaliśmy bogato przygotowaną obiadokolację w postaci stołu szwedzkiego. Było na co popatrzeć, powąchać i zasmakować. Jak mawia w takich sytuacjach moja babcia z kresów: wkusne.

Byliśmy ciekawi z żoną jak będą jedzenie oceniać nasze córeczki, notoryczne niejadki. I jakież miłe zaskoczenie – pałaszowały wszystko do ostatniej okruszynki. Braliśmy to na karb zmęczenia spowodowanego podróżą i zmianą klimatu, ale nie, było tak przez cały czas naszego pobytu. Więc jedzonko chyba rzeczywiście musiało być „wkusne”. A śniadania do wyboru, do koloru. I jedliśmy wszystko do syta.

Korzystaliśmy także z całkiem przyzwoitej oferty dodatkowej: masaże, sauna, jakuzzi, kąpiele solankowe. Brakowało nam trochę basenu, ale nadrabialiśmy to innymi atrakcjami. Dzieci też miały sporo zajęć, chociażby na niewielkim placu zabaw, czy mogąc z nami pojeździć rowerami (wypożyczanymi na miejscu).

I na zakończenie podsumowanie tego, po co wyjechaliśmy z naszego miasta. Ogromne przestrzenie przy „TeoDorce” – podobno 7 hektarów – to jest ewenement. Rozkosz dla każdego, kto lubi horyzont. I te piękne śpiewy ptaków, których było tam sporo, i to różnych gatunków. I co ciekawe, podchodziły także szaraki, jelonki, bażanty. Może to nie raj, ale jego namiastka na pewno.

Byłoby nietaktem nie napisać o personelu – cudowne osoby, z uśmiechem podchodzące do gości i siebie. Profesjonalne, życzliwe, uczynne. Cóż, szkoda, że pobyt tak szybko minął. Ale mamy wspólną deklarację całej naszej rodzinki – wrócimy do „TeoDorki” oraz Antosi i Teodorka na pewno, gdyż Figo i Fago bardzo się z nimi zaprzyjaźniły.

Hotel TeoDorka w Ciechocinku robi wrażenie!